Protestuj i szykuj się na najgorsze

Jak PiS traktuje protesty opozycyjnych polityków w parlamencie i ludzi na ulicach? Aby to zrozumieć, wystarczy posłuchać rzeczniczki rządzącej partii Beaty Mazurek.


Rafał Chęciński

„Demokracja w Polsce ma się bardzo dobrze, politycy opozycji mogą protestować i wygadywać nawet największe głupoty”, tak Beata Mazurek skomentowała niedzielną demonstrację w obronie sądów i Konstytucji w Warszawie. Podobne komunały słyszymy od pisowców w zasadzie od wybuchu pierwszych społecznych protestów w końcu 2015 r. „Demokracja ma się dobrze, bo ludzie mogą swobodnie demonstrować”. Można tylko dodać, tak, i nie wieszają polityków na latarniach. Jaki jest plan małego dyktatorka z Nowogrodzkiej? Pozwolić na demonstracje, unikać użycia siły. Pozwolić opozycji nawet na blokowanie mównicy sejmowej, wyrywanie mikrofonów, przepychanki. Nawet im więcej takich burd, tym lepiej, bo zrażają niezdecydowanych ludzi do polityki. I o to lili-Putinowi chodzi — żeby niezdecydowani dalej nie brali udziału w wyborach, niż by mieli opowiedzieć się po stronie demokracji i wolności. Nie łudźmy się — miękka dyktatura będzie używała miękkich metod. Pozwoli nam protestować. I dalej będzie konsekwentnie rozmontowywała demokrację w Polsce. Co więc robić? Po największym proteście od 1982 roku w Kielcach, w ostatni czwartek, jeden z moich znajomych powiedział, że teraz jest czas na ostateczne rozstrzygnięcie. Myli się. Najważniejsze rozstrzygnięcie będzie nie jedno, a co najmniej dwa. Podczas wyborów samorządowych w 2018 roku i parlamentarnych w 2019. PiS będzie dalej realizował swój bezczelny plan — pozwalać na protesty, a jednocześnie zohydzać, poniżać, odczłowieczać opozycję. W tym celu użyje internetu, posłusznych mediów narodowych oraz będzie wpływał szykanami prawnymi i finansowymi na media prywatne. Szykany prawne wobec działaczy opozycji będą ostatecznością. Możliwe, że ograniczą się do kilku pokazówek, aby zastraszyć pozostałych. I na to musimy być przygotowani i odpowiednio odpowiedzieć. A więc protestować na ulicach, aktywnie i mądrze działać w internecie, udzielać się w mediach tradycyjnych i je wspierać. Choćby finansowo, np. co miesiąc płacąc na jakiś demokratyczny portal internetowy. Niestety, obawiam się, że jeśli w tym starciu PiS przegra, sięgnie po broń ostateczną — sfałszuje, albo nie uzna wyniku demokratycznych wyborów. A wtedy Polskę czekają zamieszki, może wojskowy pucz, może wojna domowa. Niemożliwe? Tak samo myślała w 1985 roku większość ludzi o upadku komuny albo w latach 30. o możliwości budowy fabryk śmierci w całej Europie w celu unicestwienia całego narodu.

Share